„Uff!” To wyraz spontanicznej reakcji na dwudniowe, bardzo intensywne spotkanie z Mistrzem zen Alexandrem Poraj-Żakiejem w ramach rocznego kursu Być sobą. Wypełniła je wręcz „atomowa” dawka wiedzy, przekazanej w formie systematycznego wykładu na temat tego czym jest tożsamość, jak się tworzy i jak funkcjonuje. Wszystko to pojmowane oczywiście z punktu widzenia klasycznej duchowości oraz nurtu w psychologii, wykorzystującego teorie systemów.

Po pierwsze, tożsamość, według tego bardzo interesującego podejścia, nie jest czymś rzeczywistym (stałym, esencjalnym), lecz jest procesem stwarzania w toku nieustannego myślenia i ciągłego powtarzania określonych zachowań. Innymi słowy stanowi wynik a nie podstawę myślenia, do którego tak bardzo jesteśmy przywiązani.

Po drugie, niezależność jest stanem pozornym, jest ideą a nie obiektywną rzeczywistością, ponieważ każdy człowiek należy do jakiegoś systemu (np. rodzinnego, biologicznego, zawodowego), który łączy się z innymi systemami. Oznacza to nic innego jak tylko to, że życie każdego z nas nie toczy się w izolacji. Nieustannie wchodzimy w rozmaite współzależności między ludźmi, okolicznościami, rzeczami, podlegamy różnorodnym zjawiskom. Całe to istnienie oparte na interakcjach jest niezwykle złożone, i według mnie niebywale frapujące! Co ważne, poszczególne systemy tworzą swoją własną narrację (rozumianą jako zbiór zdań – reguł tworzących określoną, względną rzeczywistość), którą chronią i bronią. Każda próba wyłamania się z danej narracji stwarza dla którejś ze stron zagrożenie utraty tożsamości, a to musi wywołać konflikt.

Dojmujące, przynajmniej dla mnie, było zobaczenie jak funkcjonujemy w takich schematach myślowych na co dzień, i jak bardzo ze sobą walczymy. Jednocześnie, ten dyskomfort zrównoważyło bardzo istotne stwierdzenie, że rozdźwięk, konflikt powstały w wyniku zmiany narracji jest paradoksalnie zawsze motorem naszego własnego rozwoju, a więc tego co nazywamy zmianą. Krótko mówiąc: nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło!

Bez wątpienia słuchało się wykładu z ogromnym zaciekawieniem. Sądząc z żywiołowych reakcji grupy przekazywane treści uderzały w punkt. Padało mnóstwo pytań. Alexander starał się pewne aspekty przybliżyć nam też dzięki ćwiczeniom. Uczył, że poprzez wielokrotne powtarzanie tego samego pytania, można dokonać wnikliwego oglądu problemu z własnej perspektywy, a nie szukać jego przyczyn na zewnątrz. Pokazał także jak reagujemy na coś, co określił mianem „wewnętrznego krytyka”. Nawiasem mówiąc, każdy go ma, i koniec kropka! Dla lepszego zobrazowania poruszanych zagadnień omawiał konkretne sytuacje z życia rodzinnego, zawodowego na prośbę niektórych z nas.

Ukazał, w jaki sposób funkcjonujemy np. w relacjach: rodzic – dziecko czy podwładny – kierownik. Unaocznił tym samym mechanizmy konfliktowania się z otoczeniem, a także, co bardzo istotne, z samym sobą. Bardzo ciekawe i pouczające wydało mi się w tym kontekście odniesienie do radzenia sobie w korporacyjnych strukturach, o tyle, że zawodowo jest to dla mnie zupełnie nieznany świat.

Te bardzo poważne treści zostały podane z olbrzymią dawką humoru – środka, który Alexander uważa za kluczowy w ogóle w życiu. Jest on zdania, że traktowanie wszystkiego bardzo serio usztywnia, a więc często czyni niezadowolonym lub nieszczęśliwym. Dlatego tak ważna jest elastyczność w zachowaniu. Postawę tę można osiągnąć wkraczając na drogę praktyki duchowej, w tym konkretnym przypadku – praktyki zen. To dwudniowe spotkanie utwierdziło mnie jeszcze bardziej w przekonaniu, że warto podążać tą właśnie drogą.


Uczestniczka Kursu BYĆ SOBĄ


_________________
Szczegółowe informacje na temat Kursu Rozwoju Osobistego BYĆ SOBĄ –> TUTAJ

P
ozostałe wpisy z cyklu „Okiem uczestniczki”:
Warsztat wrześniowy