Miłość w biznesie? A cóż to takiego?

A teraz trochę o tej miłości w biznesie. Na pierwszy rzut oka może wydawać się to dość zaskakujące zestawienie. Jednak spróbuję nas wszystkich (siebie też), przekonać, że taki fenomen w przyrodzie może występować i wcale nie chodzi mi bynajmniej o branżę erotyczną czy romanse w pracy. Biznes, firma to ludzie, a gdzie są ludzie, tam muszą pojawić się jakieś relacje. Czy jednak relacje w takim środowisku, jak układ biznesowy mogą być oparte na miłości? Odpowiem jak prawnik:  to zależy, bo wszystko zależy od tego jak rozumiemy słowo miłość. W mojej ocenie bardzo dobrą definicję tego pojęcia daje ks. Marek Dziewiecki, który jeździ po Polsce z wykładem pod tytułem „Czym miłość nie jest”. Można go sobie wyguglować i posłuchać w Internecie. Myślę, że do poruszanego w niniejszym artykule tematu jego uwagi znajdują stu procentowe odniesienie.

Czym miłość nie jest?

Ks. Marek wskazuje, że pierwszym mitem na temat miłości jest to, że miłość równa się relacji erotycznej. Myślę, że w odniesieniu do profesjonalnych relacji biznesowych nie wymaga to dalszego komentarza. Kolejny mit to pomysł, że miłość to uczucie. Owszem, jest i uczucie o takiej nazwie, nazywane również zakochaniem, zauroczeniem, jednak uczucie jako coś zmiennego i niestałego nie może stanowić podstawy trwałej relacji. W biznesie też przydają się pozytywne uczucia. Nie od dziś wiadomo, że znacznie łatwiej pracuje się z kimś, kogo lubimy, w relacji gdzie występuje tzw. „chemia”, ale budowanie na uczuciu czegokolwiek w relacjach osobistych czy biznesowych to droga do bolesnego rozczarowania w najlepszym przypadku. Uczucia sympatii przydają się przy tworzeniu relacji, ale dla ich utrwalenia trzeba zdecydowanie czegoś więcej, niż poruszeń serca. Miłość to również nie jest tolerancja, która w ocenie ks. Marka może ograniczać się do smaków i gustów. Wypowiada on ciekawe zdanie, że tolerancja to za mało dla ludzi dobrych i szlachetnych, a za dużo dla złych. W końcu miłość to także nie akceptacja, która sprowadza się do stwierdzenia „akceptuję Cię takim jakim jesteś”, czyli faktycznie do komunikatu: „rozwój przed Tobą został zamknięty, nie można od Ciebie nic wymagać, zostaniesz tu gdzie jesteś”. Zdecydowanie taka postawa to nie miłość. Miłość to również nie naiwność, czyli zgoda na krzywdzenie siebie, wykorzystywanie, manipulowanie przez inną osobę w imię przekonania, że robi się coś dobrego czy szlachetnego dla tej osoby lub jakiejś sprawy.

Czym zatem miłość jest?

Miłość to jest decyzja, wybór i postawa. Decyzja zachwytu i troski o czyjeś dobro. Nie jest to zatem jeden sposób działania, ale różne sposoby postępowania zależne od sytuacji: od wspierającego i łagodnego po twarde i wymagające. W zależności od tego, czego wymaga dobro drugiej osoby. Pamiętam do dziś opowiadanie jednego z moich coachów na temat epizodu w ośrodku dla narkomanów. Przytoczył mi przykład terapii szokowej stosowanej w stosunku do niedoszłych samobójców. Osobnik taki miał za zadanie sam wykopać sobie dół grobowy, położyć się w nim, a po tym reszta pensjonariuszy zaczynała go zakopywać. Ponoć skuteczność terapii była bardzo wysoka… Niekiedy przejawem miłości jest pożegnanie się ze współpracownikiem, czasem wpisanie przeło-żonemu twardej i prawdziwej oceny do 360-stopniowej informacji zwrotnej, czy złożenie na niego oficjalnej skargi, innym razem napisanie reklamacji, czy jasne określenie swoich granic, a kiedy indziej pomoc przekraczająca zakres obowiązków i godzin pracy. Wyobraźmy sobie sytuacje, w której zarówno przełożony jak i podwładny podejmują decyzje o przyjęciu postawy autentycznej miłości. Wszyscy w organizacji przyjmują taką postawę względem siebie, względem Klientów i innych osób powiązanych z firmą. Jak wyglądałaby wtedy rzeczywistość?

Zacznij od siebie!

Warto pamiętać jeszcze o jednej kwestii, zanim zacznie się uprawiać miłość, nieważne małżeńską, rodzicielską czy biznesową, mianowicie o zasadzie, że „caritas incipit a se ipso” (miłość zaczyna się od samego siebie). Zatem, aby móc afirmować i budować inną osobę, pomagać jej wzrastać i wymagać od niej, najpierw należy wszystkie te rzeczy stosować do samego siebie. Afirmując siebie i wymagając od siebie, każdy pracownik może z miłością współpracować z przełożonym a przełożony z nim. Może dawać i brać w uczciwej wymianie, której nie zapewni żadna z opisanych przez ks. Marka podróbek. Może uczestniczyć w niej bez lęku, który towarzyszy niewydoskonalonej miłości. Nie ma się co czarować, wypracowanie takiej postawy to ciężka praca, w zasadzie na całe życie, niełatwe doświadczenia, wiele potknięć, prawdziwa orka na ugorze własnych przekonań przyzwyczajeń i postaw. Paradoksalnie najtrudniejsze jest wypracowanie postawy autentycznej miłości do samego siebie. Wcale też wysiłek ten nie musi spotkać się natychmiast z pozytywnym odzewem czy zrozumieniem, jednak zdecydowanie wart jest podjęcia. No i na koniec zdanie z jednego z największych ekspertów od miłości: „Kochajmy nie słowem i językiem, ale czynem i prawdą”. W mojej ocenie zachęta jak najbardziej pasująca do realiów relacji biznesowych.


Marcin Groński
– prawnik, coach, właściciel firmy