200-aporajzakiejW poszukiwaniu sensu życia. Dialog psychologii egzystencjalnej z duchowością. Wywiad z Alexandrem Poraj-Żakiej.

 

Aleksander Poraj-Żakiej

Mistrz zen i nauczyciel kontemplacji chrześcijańskiej.
Doktor teologii i oficjalny następca Willigisa Jägera.

 

 

Viktor Frankl, czołowy przedstawiciel psychoterapii egzystencjalnej, twierdził, że poczucie spełnienia w życiu człowieka nie może realizować się bez aspektu duchowego. Czym według Ciebie jest duchowość?

Właściwie coś takiego jak duchowość nie istnieje. Jest to nasz sposób myślenia i wyobrażenia na temat rzeczywistości. Podobnie jak sposób myślenia o jedzeniu nie dodaje nic do bułeczki. To, czy będę się nad tym zastanawiał, czy nie, będę to definiował, czy nie, nie oddaje jej rzeczywistego smaku. W tym wypadku duchowość nie jest niczym innym jak czystym momentem pełnej obecności w doświadczaniu życia, na przykład smakowania bułeczki. Innymi słowy, duchowość to bycie jednym z tym co jest w tej chwili.

Rozumiem, że to oddzielanie duchowości od życia jest sztuczne?

Tak, samo rozłączanie duchowości od życia jest sztuczne. Jednak jest również i potrzebne do tworzenia tożsamości „ja”. Skłonność i umiejętność rozłączenia, daje nam pewnego rodzaju dystans do doświadczanej rzeczywistości. Umożliwia również przemyślenia i refleksje. Cały problem jednak polega na tym, że zwykle identyfikujemy się z tym, co myślimy, a nie z tym, co rzeczywiście jest. Tracimy przez to kontakt z samym doświadczaniem. Tak powstaje iluzja odrębności „ja” od rzeczywistości.

W psychologii aspekt wyodrębniania się- indywiduacji jest bardzo ważnym procesem w rozwoju i dojrzałości człowieka. Czy w tej sytuacji ta indywiduacja wspiera rozwój duchowy, czy też go utrudnia?

Gdy byliśmy małymi dziećmi, mieliśmy naturalny dostęp do bezpośredniego doświadczania rzeczywistości, lecz nie mieliśmy świadomości tego. W dorosłym życiu powrót do bezpośredniego doświadczenia następuje już poprzez świadomość. Cała różnica polega na tym,że powrót do bezpośredniości różni się od momentu, w którym od niej odeszliśmy jedynie faktem, ze jesteśmy świadomi. Tak więc, różnica między dzieckiem a mistrzem, czy mistrzynią duchową, polega na pełnej świadomości tego co jest. Dopiero dzięki świadomości możemy w pełni doświadczać sensu i jakości życia.

Czyli można by tutaj powiedzieć za Nietzsche’m: „Ten kto nie wie, dlaczego żyje, nie troszczy się o to jak żyje”. Czy mógłbyś podać przykład codziennego doświadczenia pełnej świadomości?

Pełna świadomość jest tak normalna, że po prostu nie jesteśmy jej świadomi. Ponieważ każda chwila jest wyrazem życia, jest pełnym doświadczaniem tego co jest. W momencie kiedy odrywamy się od doświadczania, myśląc o przeszłości lub przyszłości, przestajemy być duchowi i wchodzimy w tożsamość „ja”, odchodząc od życia. Inaczej mówiąc życie ma sens nie w samym rozumowaniu i teorii na jego temat. Sensem życia jest jego przeżywanie. Jest to to,co właściwie cały czas robimy. My jesteśmy w gruncie rzeczy czystym wyrazem życia i z definicji jesteśmy cały czas osobami kompletnie duchowymi, doświadczającymi życia. Żyjemy. Sam moment życia jest w pełni duchowy i ma sens tylko wtedy,gdy jest przeżyty, a nie gdy tworzymy teorię na jego temat. Życie nie potrzebuje naszej teorii. Życie chce być przeżywane, a nie rozumiane. Istotny jest fakt,że duchowość Wschodu i Zachodu nie daje nam odpowiedzi na temat, co to jest życie, ani nie daje odpowiedzi na temat tajemnicy życia. Duchowość jest strategią na życie, nie filozofią na jego temat. Nie daje niestety odpowiedzi dlaczego jest jak jest, co będzie potem, co było wcześniej. Na kluczowe pytania na przykład Budda nigdy nie odpowiada, milczy. W przeciwieństwie do wielu osób, które robią to za niego.

[śmiech]

Wobec tego jak doświadczenie duchowe wpływa na jakość życia?

Najczęstszym motywem działania w naszej codzienności jest lęk. Nie trzeba być wielkim filozofem, żeby spostrzec, że każdemu z nas towarzyszą w codzienności obawy: „co będzie jak?”, „co by było, gdyby?”, „co się stanie, jeżeli?”, itd. Teraz sobie wyobraźcie, co będzie jeżeli ten lęk zniknie lub po prostu zmaleje. Te obawy z punktu widzenia duchowego przestają być istotne. Przeżywając moment teraźniejszy jako pełnię, nie potrzebuję nadziei, żeby było lepiej, bo dobrze jest właśnie w tej chwili, tu i teraz. Jakość naszego życia wzrasta. Mamy wtedy więcej energii i robimy to, co powinniśmy robić,nie martwiąc się o uznanie i akceptację. Daje to wolność i energię do działania. Większość aktywności człowieka nie polega wtedy na tworzeniu, utrzymywaniu i ochronie własnego wizerunku (tożsamości „ja”).

V. Frankl uważa, że istotą ludzkiej egzystencji jest odpowiedzialność. Czy w tej sytuacji do takiej wolności nie trzeba być dojrzałym? Jeżeli przestanę się bać, to czy nie przyjdzie mi do głowy, żeby na przykład zrezygnować z pracy, porzucić obowiązki, nie dbać o bliskich?

Przeciwnie, właśnie nie. To co ty mówisz, jest wyobrażaniem sobie wolności z punktu widzenia ego.Z takiego punktu mam przekonanie, że mogę robić wszystko co chcę. W doświadczeniu duchowym jest przeciwnie- robię tylko to, co należy robić. Mistrzowie to ładnie opisują: „człowiek w pełni wolny je, kiedy jest głodny, a idzie spać, kiedy jest śpiący”. My często nie jemy wtedy, kiedy jesteśmy głodni,tylko wtedy, gdy uważamy, że trzeba, np. nie jemy, bo nie można, bo trzeba zrobić dietę, bo trzeba inaczej wyglądać itd.

Czyli uznajemy, że taki stan świadomości daje adekwatną odpowiedź na świat przeżywany, tak?

W pełnym tego słowa znaczeniu. Naturalnie zaczynamy robić to, co należy robić, a nie przeżywamy życia na kalkulacji „co trzeba by było zrobić, gdyby..”, „ co należałoby zrobić”, albo „co chciałoby się robić”. Czyli przechodzimy z myślenia i fantazjowania w działanie.

Czy w tej sytuacji człowiek świadomy duchowo może żyć niemoralnie? W końcu psychologia egzystencjalna twierdzi, że to od nas samych zależy, czy interpretując swoje życiowe zadania, będziemy czuli się odpowiedzialni przed społeczeństwem, czy przed własnym sumieniem.

W doświadczeniu duchowym nie chodzi o moralność, ponieważ moralność jest podporą dla tożsamości i ego. Nie ma dobra i zła. Dobro i zło jest wynikiem identyfikacji kulturowej. To co jest uznane za dobre, parę granic dalej wcale już takie nie jest. I na odwrót. Wiele rzeczy zrobiliśmy dla dobra, a w konsekwencji okazało się, że jest wręcz przeciwnie. Niestety nie możemy powiedzieć ani wyjść z założenia, co jest rzeczywiście dobre, a co jest rzeczywiście złe. Nie udaje nam się. Być może, jednym ze źródeł wartościowania o tym co jest dobre a co jest złe, jest dziecięcy sposób myślenia, że dobre jest to, co mi się podoba, a złe, to co mi się nie podoba. Ja chcę, więc dążę do tego, czego chcę, choć nie zawsze jest to dla mnie dobre. I odwrotnie.

Czy istnieje wobec tego w duchowości pojecie etyki?

Cała etyka duchowości nie jest etyką, nie jest kodeksem. W naszej chrześcijańskiej kulturze, etyką jest 10 przykazań. Odpowiednikiem tego kodeksu w Nowym Testamencie jest 8 błogosławieństw, które nie są nakazami moralnymi, lecz opisem działania. W Nowym Testamencie trudno będzie znaleźć taki kodeks. Jezus mówi do Nikodema; Człowiek zrodzony z ducha jest wolny jak wiatr- nie wie skąd idzie, nie wie dokąd.” Dlatego szkoły duchowe, szczególnie Wschodu, ale i Zachodu, najczęściej były szkołami dla osób wtajemniczonych. Nie ze względu na jakieś ciemne praktyki, których tam uczono, tylko dlatego, że wynikiem tych ćwiczeń była wolność. A doświadczenie wolności wcale nie jest takie wesołe. Być wolnym to jest piękne wyzwanie, ponieważ im wolniejszy jesteś, tym masz większą odpowiedzialność, za to co robisz. Będąc członkiem jakiejś grupy, nie masz żadnej odpowiedzialności- jesteś tylko powiernikiem norm. Będąc wolnym jesteś odpowiedzialny w każdej chwili za każdy swój ruch. I to już jest zupełnie inne podejście do odpowiedzialności- nie możesz przerzucić winy na coś, czy na kogoś. Jesteśmy odpowiedzialni za każdy swój krok. I to jest sens i jądro etyki duchowej. Jeśli ty idziesz w prawo, to świat idzie w prawo. Jeśli ja dam komuś 100 złotych,to świat mu daje 100 zł. Jeśli ja mu nie dam, to mu nikt nie daje. Ja jestem odpowiedzialny za swój krok. Nie mogę powiedzieć, że mi kazano. Jeśli ja strzelę, to jest to mój strzał. Jeśli ja to robię w tej chwili, to ja jestem za to odpowiedzialny, a nie dlatego, że ktoś mi kazał, albo że grozi mi za to kara.

To jest trudna droga.

To jest bardzo trudna droga. Wygląda to atrakcyjnie tylko z boku. Tak, jak z przyjemnością możemy czytać książkę o wejściu na jakąś pięciotysięczną górę, ale ubrać się, wziąć namiot i iść, to już zupełnie co innego. Dlatego niestety, z jednej strony mamy wielką potrzebę rzeczywistości i prawdy, z drugiej strony niewielu z nas chciałoby za dużo zaryzykować. Podobnie, jak z pragnieniem posiadania pieniędzy, chcemy być bogaci wygrywając w totolotka, zamiast popracować, by je mieć. Stąd też stosunkowo niewiele ludzi podejmuje ten wysiłek.

Według V. Frankla w pełni urzeczywistniamy swój potencjał, kiedy wychodzimy poza własny egocentryzm. Jaki Twoim zdaniem jest powód, dla którego powinniśmy rozwijać się duchowo?

Uważam,że jest to nasze najgłębsze pragnienie. To pragnienie dojścia do tego, co tak naprawdę jest. Nie tyle rozumienie teoretyczne i intelektualnie, lecz doświadczenie bezpośrednio, jak to rzeczywiście jest, kim naprawdę jestem. Jesteśmy naprawdę głęboko głodni zrozumienia samych siebie. I to zrozumienie nie polega na wierze, że ja coś przyjmuję. Muszę to przeżyć. Ryba, która żyje w morzu nie musi szukać wody. Jesteśmy jak ryby w morzu, które jej szukają. Doświadczając bezpośredniości, przestajemy jej po prostu szukać. Bo nie trzeba. I wtedy rozluźniamy się. Świadomość doświadczenia rzeczywistości powoduje,że nie musimy cały czas sobie powtarzać: ja w tym jestem, ja w tym jestem, ja w tym jestem. Nie ma innej rzeczywistości.

Dziękujemy Ci za rozmowę.

Z Aleksandrem Porajem-Żakiej rozmawiały Barbara Biernacka i Jolanta Toporowicz