Zadowolenie, satysfakcja i duma. Radość. Takich uczuć chcemy, ‘pozytywnych’, tak  ma być. A  trudniejsze? Te niechciane? Smutek, gdy straciliśmy  coś cennego,  złość, gdy  zawiodła nas  bliska osoba? Zakopać, szybko ukryć, zabrać z pola widzenia, wypędzić do symbolicznej Dzielnicy Niechcianych Uczuć. Tego zazwyczaj pragniemy, żeby  szybciej, żeby  łatwiej, i miejmy to już za sobą. Jestem zawsze miła. Doskonale sobie radzę. Po co się smucić. Nic się nie stało.

Co dzieje  się, gdy zsyłamy  trudne, niechciane i  mało akceptowane kulturowo uczucia, takie jak wściekłość lub  rozpacz na banicję, do Niechcianej Dzielnicy? Ku naszemu  zaskoczeniu, wraz z nimi odchodzą ich sąsiedzi, bardziej przez  nas akceptowani, tacy jak miłość lub prawdziwa radość. Dzieje się tak, jakby uczucia zawarły tajne porozumienie: nie chcesz jednego z nas, to wyprowadzamy się wszyscy.

Historia początek  swój ma w dzieciństwie. Za mali by poradzić sobie z nieczułością  rodzica, brakiem wsparcia, gdy tego potrzebowaliśmy, zbudowaliśmy mury i zasieki, by odgrodzić się od kolejnego zranienia i bólu. Tam nie wolno, to boli,  już nigdy więcej. Stopniowo jednak, gdy mur staje się coraz wyższy, przestajemy dostrzegać  świat i innych ludzi  z ich pięknem i możliwościami. Mechanizmy obronne, strach przed ponownym zranieniem tak bardzo przesłaniają nam pole widzenia, że  zapominamy sprawdzić, czy bombardowanie już ustało i można wyjść ze  schronu. Mur staje  się na tyle szczelny,  że powstrzymuje nie tylko trudne dla nas uczucia, ale blokuje także te upragnione, takie jak radość i miłość.

Zatrzymajmy się na chwilę. Bolesne i niechciane uczucia skrywają najcenniejszą część nas samych. To serce, tętniące życiem, piękne. Żywe, a więc podatne na  zranienia. Wrażliwe.

Może zaryzykować? Zamiast  uciekać  od ran i niełatwych zakątków – odwiedzić miejsce, zamieszkane przez niechciane i trudne  uczucia i sprawdzić, kto tam mieszka. To niełatwa wyprawa, poprośmy  więc przyjaciół o  wsparcie, niech towarzyszy nam mądry  terapeuta.

Za murami smutku,  niechęci, wieloletniego  ‘nic nie czuję’ odkryjemy, że obszary, do tej pory niechętnie przez nas odwiedzane to tętniące życiem miejsce. Słychać tu  płacz i śmiech, na  ulicach Nienawiść tańcuje z Miłością, a sąsiadem Złości jest Radość. Mieszka tu wszystko, czego trzeba nam do pełnego, dostatniego życia.

Czas na od dawna odkładaną wizytę!