Rycerzyk mamusi.

W sytuacji, gdy relacja matki i ojca nie jest partnerska, dzieci – a w szczególności synowie – stają się jedynymi, którzy mogą „uratować” matkę. W literaturze psychoterapeutycznej proces ten nazywany jest różnie: uwikłanie, uwiedzenie, rola ratownika/partnera/kochanka… rycerza. Chociaż małemu chłopcu czy nastolatkowi wydaje się, że jest rycerzem, który ochroni i wybawi mamę, w realności pozostaje on jedynie Rycerzykiem. Jest dzieckiem, nie może więc podołać wyzwaniom i próbom na jakie wystawia go matka.

Rola rycerskiego syna.

Rycerscy synowie nieświadomie podejmują się roli i zadań, których nie spełnia ojciec, gdy matka nie potrafi czerpać wsparcia z zewnątrz. Podjęcie się roli Rycerzyka matki daje poczucie wyjątkowości, omnipotencji oraz wyjątkowej więzi z matką. Taka służba ma jednak swój ciężar i bolesne konsekwencje. W przypadku gdy ojciec nie jest wsparciem dla swojej żony, jest nieobecny w życiu rodziny – kobieta próbuje otrzymać pocieszenie u syna.

Wilfried Wieck – autor książki „Mężczyzna pozwala kochać. Głód kobiety” – tak opisuje ten proces: „Nie zgodziłbym się z twierdzeniem, że moja matka zbyt wiele ode mnie wymagała czyniąc mi wyznania o kłopotach, którymi nie mogła się szczerze podzielić z nikim innym. Milczałem i przełykałem „niestrawne” uczucia. Może byłem jedynym człowiekiem, któremu matka zaufała. Kto wie, ile samotnych kobiet chciałoby mieć takiego syna? Nareszcie jakiegoś mężczyznę, którego się nie boją, którego nie muszą podejrzewać, mogą mu zaufać.

Kiedy byłem jeszcze zbyt mały, żeby zrozumieć, pełna smutku opowiadała mi w tajemnicy o uchybieniach ojca, na przykład o tym, że znalazła w jego ubraniu prezerwatywę. Łzy towarzyszyły tym wyznaniom, a jego hańba stawała się moim zmartwieniem. Nie miałbym oczywiście odwagi zapytać ojca o to. Pozostało to tajemnicą matki i moją. Zasiała ziarno narastającego, nieprzeniknionego, wykluczającego innych milczenia: tylko my dwoje wiemy o tym, nikt inny nie powinien się o tym dowiedzieć. Jak mogłaby wytłumaczyć to, że tak brutalnie obarczała dwunastoletniego chłopca takimi konfliktami? Wytworzyła się we mnie nie tylko pogarda dla „potknięć” ludzkich, ale również rodzaj mrocznej dumy.

Tylko my dwoje pozostaliśmy w jakiś arogancki sposób niewinni. Matce zdawało się, że ludzie wszędzie odnoszą się do niej podle. Świat jej nastrojów składał się z uczuć, które izolują, odgradzają. Nie potrafiła czuć inaczej. Jakie jednak ja miałem możliwości analizowania tej sytuacji i jej oceny? Moja matka nie zmyślała. Nie była też podła. Lecz była sama, a ja byłem jej jedynym atutem.” W powyższym opisie relacji nie ma oceny, nie chodzi o to by robić wyrzuty. Warto jednak uznać ten proces i konsekwencje takiej relacji z matką.

Ukryte uczucia.

Gdy bierzemy mieczyk i tarczę, by walczyć za matkę, wkładamy również zbroję. Zbroja ta ma nas chronić przed ciosami – jednoczenie mocno ogranicza nam swobodę i własną ekspresję. Dumnie chodzimy w pełnym rynsztunku i służymy sprawie „pocieszania i ochrony matki” – zapominając o sobie, o swoich uczuciach i potrzebach.

Naturale jest, że co jakiś czas mamy refleksję, że coś tracimy lub zaczynamy czuć to obciążenie, a nasze uczucia odzywają się coraz mocniej. Jednak bardzo trudno jest się poddać i uznać swoją bezsilność. Rycerze się nie poddają. Zazwyczaj nie mamy już wtedy pomysłu, by o naszych troskach mówić mamie a tym bardziej tacie. Odcinamy się więc od uczuć, pragnień, by zrobić coś dla siebie.

Wyjątkowa wieź z matką sprawia, że Rycerzyk nie potrzebuje nikogo innego – nie szuka więc przyjaciół, bliższych znajomości. Służba matce okupiona jest odizolowaniem i samotnością. Rycerscy synowie znajdują sobie jakąś alternatywną aktywność, w której mogą poczuć, że zajmują się sobą, robią kariery naukowe, sportowe czy biznesowe. Mogą również uciekać w świat fantazji czytając namiętnie książki, grając w gry komputerowe – często stają się ekspertami.

Wkroczenie w dorosłość.

W sytuacji, gdy syn stara się usamodzielnić – dorosnąć, matka nie pozwala mu na to rozpieszczając go. Jak pisze Wilfried Wieck: „Rodzice nie udowodnili mi, że życie człowieka dorosłego może być szczęśliwe. Pragnąłem jak najpóźniej dojrzeć do tej posępnej egzystencji i jej przytłaczającego wpływu.

Po wtóre, matka w głębi duszy nie chciała, żebym jej dorósł. Był to główny motyw jej rozpieszczania mnie, konsekwentnego odciążania od problemów i kłopotów typowych dla mego wieku. Zbyt często „uspokajała” mnie, na przykład kropelkami walerianowymi, wysyłała „przemęczonego” spać lub izolowała „przeciążonego” od szkoły. Zawsze musiałem odpoczywać i odprężać się. Sugerowała mi w ten sposób, że wiele spraw jest dla mnie zbyt trudnych do przezwyciężenia.

Takie rozpieszczanie nie wzmacnia człowieka, lecz go osłabia, przeszkadza mu. Ugruntowało się we mnie mniemanie, że jestem za słaby właściwie do wszystkich możliwych działań. Później rzeczywiście rezygnowałem z przezwyciężania wielu komplikacji życiowych lub starałem się przesunąć w czasie ich rozwiązanie. Ponieważ byłem przyzwyczajony do opieki, kokietowałem otoczenie zmyślonymi słabościami”.

Matki nie łatwo rezygnują ze swoich rycerzyków, nawet gdy pojawia się kandydatka na żonę dla syna. Każda dziewczyna nie jest odpowiednia dla niego. Przecież nie ma na świecie kobiety, z którą mógłby on stworzyć tak wyjątkową relację jak z nią. Tylko matka potrafi o niego odpowiednio zadbać.

Jeśli jednak udaje się synowi związać, partnerka postrzegana jest przez niego przez pryzmat matki, jako słaba i wymagająca pomocy. Mężczyzna poszukuje w kobiecie pocieszenia i rozpieszczania jakie dawała mu matka, jednak przywiązanie do matki wiązało się z rezygnacją z siebie. Dlatego tak trudno jest mu mówić partnerce o swoich problemach i przyznać się do słabości.

Rycerz nie mówi o swoich problemach, rycerski syn nie mógł mówić o swoich uczuciach, tak to opisuje W. Wieck: „Stałem się bardziej nieczuły, gdyż byłem zbyt słaby, aby móc zaspokoić potrzebę miłości mojej matki. Ponieważ nie było nikogo, kto ośmieliłby mnie do mówienia o moich własnych problemach, zapominałem z czasem o urazach. Mężczyzna, który wzrasta w takich okolicznościach, odsuwa od siebie to, co kobiece, ponieważ jest to dla niego synonim bycia nieszczęśliwym, bycia w śmiertelnym niebezpieczeństwie.”

Powyższy cytat niepokojąco informuje nas, że „to co kobiece” nie jest dla nas dostępne. Rozumiem, że autorowi chodzi o to, że mężczyznom obciążonym problemami matki trudno jest być wrażliwym, czułym, bezbronnym i słabym. Tak, trudno jest nam pozwolić sobie na bycie „kobiecym” – bo wtedy myślimy, że jesteśmy niemęscy! Dlatego, może warto rozpocząć poszukiwania męskiej wrażliwości, czułości i stwarzać możliwości bycia słabym – pozostając męskim.

Jak rozwijać siebie?

Nie doszukujemy się w mężczyznach cech kobiecych, a w kobietach męskich. Silne i zaradne kobiety istnieją, mogą też zaistnieć słabi, wrażliwi i bezbronni mężczyźni. Rozwijajmy siebie, zaufajmy sobie, pozwólmy sobie być sobą.

Zbudowanie zaufania do siebie możliwe jest poprzez zaufanie innym mężczyznom. Dlatego coraz więcej jest „męskich kręgów” i warsztatów dla mężczyzn, gdzie męska wrażliwość i czułość współtworzy przestrzeń do rozwoju.

Doświadczyłem bycia w takich grupach i od kilku lat prowadzę autorskie warsztaty dla mężczyzn „Męskie JA”, ponieważ wiem jak ważne jest, by każdy na nas mógł odkryć siebie – również swoje słabości, okazać swoją wrażliwość oraz przyjąć wsparcie od mężczyzn.

Poznając swoje męskie JA możemy zacząć budować relacje nowej jakości z innymi mężczyznami i zrezygnujemy z pokusy adresowania do kobiet nieadekwatnych oczekiwań. Przestaniemy widzieć w nich matkę, a zobaczymy partnerkę. Będziemy wtedy świadomie obecni ze swoją męskością w relacjach z żonami i dziećmi. Jest w tym szansa i nadzieja na przerwanie cyklu, w którym żona mianuje na rycerza naszego syna.


Autor: Karol Białkowski
By | 2018-09-05T07:52:55+00:00 Wrzesień 5th, 2018|Categories: Aktualności, Wywiady, artykuły|Tags: , |

About the Author: