Uwiedzenie obietnicą bogactwa i popularności
Żyjemy w czasach nadmiaru. Nadmiaru bodźców, nadmiaru towarów, nadmiaru usług i ofert i jednocześnie wszechobecnego lęku przed ich stratą.
Ulegliśmy pokusie wygodnego, bezrefleksyjnego życia odkładając na bok pytanie o cel naszej aktywności w zdobywaniu kolejnych i kolejnych dóbr, wiedzy i praktyk. Mamy wszystko co nam potrzebne do tego, by żyć w poczuciu dostatku, a jednak ciągle gonimy za następnym krótkowzrocznym celem- wciąż według tego samego scenariusza. W tle tej bezrefleksyjnej aktywności (więcej, szybciej, lepiej) możemy usłyszeć nieśmiało pukające do nas pytania: gdzie zgubiliśmy spokój ducha, to, co z głębi duszy jest dla nas ważne? Jak to robimy, ze nie mamy czasu zweryfikować wartości, w które chcemy się angażować? Jak to się stało, ze uznaliśmy, że trzeba zdobywać te podane na tacy, jednakowe dla wszystkich cele?
Człowieczeństwo vs. moda na bogactwo
Konsumpcja bezlitośnie zdominowała nasze życie i dotyczy nie tylko materialnego aspektu ale i naszych uczuciowych i duchowych zasobów. Pracując mamy możliwość żyć godnie materialnie i mieć dostęp do wiedzy, podróżować, i korzystać z wielu różnych możliwości rozwoju osobistego i duchowego. Teoretycznie, można by stwierdzić, że to wspaniałe warunki do tego, by żyć w harmonii, z poczuciem spełnienia rozwijać swoje talenty.
I tutaj pojawia się paradoks, bo okazuje się, że inwestycja w styl życia oparty na modzie na bogactwo i zewnętrzną atrakcyjność, zdobywanie popularności i polubień w mediach społecznościowych zostało uznane za największy sukces własnej aktywności naszych czasów. Sprawia to, że w dłuższej perspektywie czujemy zmęczenie i jakiś rodzaj braku. Poza okazjonalną ekscytacją zdobyciem kolejnych tysięcy obserwatorów jesteśmy wewnętrznie coraz bardziej wyjałowieni. Na początek uciekamy od przebijającej się do naszej świadomości informacji, że taka aktywność nie ma sensu. Racjonalizujemy pojawiające się wątpliwości szukając argumentów, że „tak trzeba, tak jest ułożony biznes itp.” i w konsekwencji, im większego nabraliśmy rozmachu, tym trudniejsze staje się bycie szczerym z sobą samym, zaufanie do własnego przeczucia, wewnętrznego azymutu co tak naprawdę warte jest naszego zaangażowania.
Zgubiony sens życia
Dotyczy to każdego aktywnego uczestnika tego sposobu bycia w świecie; nie tylko osób popularnych, ale i tych, które stanowią widownię mniej albo bardziej jawnie marząc o tym, by stać się również znanymi jak Ci, których obserwują. Im więcej emocji wygenerowanych spektakularnymi treściami, tym większa motywacja, by podążać tą drogą nieprzytomnie, bez chwili zastanowienia po co to robimy i gdzie finalnie chcemy dotrzeć.
Nurt życia, w który weszliśmy skutecznie okrawa nas z części tego co przypisane jest człowiekowi: głębi świadomości bycia w świecie nie tylko po to, by eskalować konsumpcję i ograniczać się do zdobywania doraźnie atrakcyjnych zasobów, ale po to, by przejawiać całą swoją naturę, na którą składa się również nasze człowieczeństwo: zdolność do uczuć wyższych, zdolność do współpracy i tworzenia wspólnego dobra, nie tylko dla siebie, ale i dla tych, którzy są od nas słabsi. Tworzenie tego, co w egzystencjalnym przeżyciu dorosłego człowieka sprawia, że czujemy sens swojego życia. Sens doświadczany jako wewnętrzny dostatek i bezwarunkową potrzebę poznawania głębszej/szerszej perspektywy rozumienia samego faktu, że żyjemy. Budowania przestrzeni dla współdziałania na rzecz tych wartości, które mamy w sobie wszyscy, bez wyjątku, choć w różnym stopniu dostępne w osobistym przeżyciu.
Umysł, uczucia, intuicja- opozycja czy integracja?
Mam nadzieję, że każde zdanie, które budzi w innych ludziach choć minimalnie odczuwalny rezonans i impuls do refleksji, jest tym małym wkładem w to, o czym na co dzień zapominamy: współbrzmienie z życiem we wszystkich jego wymiarach. Nie idzie bowiem o mówienie, wygłaszanie, pouczanie, idzie o doświadczanie tego, o czym mówimy, odnajdywanie połączenia z własną mądrością na poziomie przeżycia, mocno zagłuszanym wielością zewnętrznych pokus i atrakcji. Jakość życia, jeśli pogłębimy ją o to doświadczenie, ma szansę znacząco się zmienić. Odzyskujemy wówczas zgubioną po drodze część swoich zasobów- niektórzy nazywają to duszą.
Jeśli jesteście Państwo zainteresowani zrobieniem kroku w stronę podróży w głąb własnych zasobów, zrozumienia swoich ograniczeń oraz przyjrzeniu się z nieoczywistej perspektywy swojemu środowisku, serdecznie zapraszamy do lektury II wydania moich książek oraz udziału w kursach Euphonii.
Jolanta Toporowicz







0 komentarzy